Oglądasz posty znalezione dla słów: Patologie w pracy





Temat: Jakich buraków zatrudniacie i jak Was oszukują ?
Tak na poważnie i niezłośliwie to musisz zbankrutować aby dostrzec pewne procesy. Obecnie wykazujesz pewną postawę reprezentowaną przez polskich biznesmenów- "mam firmę to się znam na biznesie". Otóż się nie znasz. Czasami należy i trzeba skorzystać z rad konsultantów. Oczywiście konsultant musi mieć kilka lat doświadczenia w funkcjonowaniu firm bo sama wiedza teoretyczna nie wystarczy. Przykład samochodu jest bardzo dobrym wskaźnikiem świadomości zarządzających firmą co do możliwości inwestycyjnych i opłacalności inwestycji.Ale by umieć wybierać nie można być biednym. Intelektualnie biednym. Jak się człowiek przestawi z życia na zdobywanie forsy to są potem opłakane skutki.Innym przykładem nędzy zarządzania jest norma np iso 9000 itp. Na zachodzie da się wyprodukować produkt wysokiej jakości w Polsce się nie da. I wszystko niby zgodne z normą. Gdzie haczyk? W ludziach.
Utrzymanie płynności... chyba jednak mam rację.Porównaj ściągalność płatności w Polsce i pozostałych krajach Europy.Lepiej nie zapłacić bo nic mi nie zrobią. Czy to zwykły klient z ulicy stosuje taką politykę czy firmy zarządzane przez byznesmenów ? Ktoś gdzieś kiedyś mówił o etyce biznesu. Ale po co używać abstrakcyjnych pojęć skoro liczy się tylko forsa.
Naprawdę nie rozumiem dlaczego uważasz że pracownik to Twój wróg.Jak będziesz szanował ludzi to będziesz miał silną i stabilną firmę ( oczywiście jeszcze warunek: mało sodówki :-))) ) która da zatrudnienie na wiele wiele lat. To pracodawcy doprowadzili do zdziczenia rynku. I to pracownicy znormalizują rynek pracy. Zauważ że nie ma plucia na pracodawców ( ogólnie jako takich) tylko na wszelkie patologie które obecnie występują w dużym nasileniu.Rozumiem że masz żal bo wyrolował Cię pracownik. Zastanów się jakie popełniłeś błędy; gdzie firma nie funkcjonuje w sposób prawidłowy ( kontrola,rozliczenia). Tylko pomysł z monitoringiem, kamerami czy dodatkową odpowiedzialnością materialną możesz odrzucić bo będzie świadczył jedynie o Twojej bezradności. To dobrze wybrany pracownik powinien odpowiedać za sumiennie wykonane zadania ( sam przed sobą), szef powinien jedynie narzucac kierunki rozwoju firmy.Widziałem kiedyś zabawny przypadek jak to właściciel śmiał się do łez jak to ma frajera który tyra za nędzne grosze a po kilku miesiącach okazało się że ten frajer ukradł ponad 50 tys zł. I to w taki sposób że nie można było udowodnić że to on ukradł. Ale była kupa śmiechu.A własciciel nadal nie zrozumiał że taniej wyjdzie jak podniesie pensje niż założy kamerę i kolejny alarm. Tak więc pamiętaj o szacunku do pracowników.



Temat: Biskupi radzą w sprawie wyborów.
geograf napisał:

> Co jakiś czas, przy większych debatach w Sejmie i ustawach które miałyby
zasięg
> socjalny Kościół komentuje itd.

Czy jesteś aktywnym, dbającym o dobro Kościoła katolikiem?

> Mówię tu zarówno o ustawie aborcyjnej, liberalizacji prawa i kodeksu pracy i
in
> nych liberalizacji. nie mówiąc juz o robieniu szumu gdy np. Państwo nie chce
sp
> rzedać jakiejś działki tej organizacji....
> Przykłądy z ostatniego dziesięciolecia można by mnożyć...

Poruszasz kilka spraw na raz. Pierwsza, główna to sprawa wypowiedzi biskupów na
temat wyborów. Druga to sposób funkcjonowania instytucji zwanej kościołem,
trzecia to patologie tam występujące. Czy uważasz, że w związku z tym, że
gdzieś tam w kraju kościół okazał swoją pazerność (w Twoim mniemaniu) to
Episkopat nie ma prawa wypowiedzieć się na temat wyborów?

> Jednak trzeba przyznać, że jest coraz lepiej w tej kwestii....
>
> > I w tym miejscu popełniłeś dokładnie taki sam grzech, jaki zarzucasz
> > kościołowi. Nie chcesz, by kościół zajmował się Twoimi sprawami a jednocze
> śnie
> > chcesz zajmować się sprawami kościoła.
> >
>
> Przede wszystkim to nie ja pierwszy zacząłem się wtrącać i próbowac maczać
palc
> e w ich życiu.

W kwestii pierwszeństwa nie chciał bym się wypowiadać, bo w ten sposób możemy
znaleźć się w czasach epoki kamienia łupanego. Vendettę chciałbyś zastosować?

> Ja jedynie chcę żeby ingerowali w moje życie- co będą robili gdy tego nie
będą
> robili- ich sprawa.

Co prawda nie znam jeszcze odpowiedzi na pierwsze moje pytanie z listu, nie
mniej zaryzykuję. Bardzo chciałbyś ingerować w ich sprawy, prawda? No jeszcze
istnieje możliwość błędnego zinterpretowania Twojego ostatniego zdania, chyba
ono nie wyraża dokładnie tego co chciałbyś napisać. :)






Temat: Jedna trzecia kobiet w Polsce pada ofiarą przemocy
Jedna trzecia społeczeństwa to już jest znaczny procent i jest
się czym pochwalić przed Brukselą. Wobec takiej wymowy cyfr i
statystyk, napewno znajdą sie fundusze z EU na przyśpieszenie
akcji likwidacji rodzin wogóle. Dużo już rządy polskie zrobiły
w tej materii samodzielnie, zarówno II RP jak i III RP, ale abu
przyśpieszyć proces, bez pomocy Unii się nie obejdzie.
Starannie podsycane i pielęgnowane patologie społeczne jak
programowo permanentny brak mieszkań, rozpijanie społeczeństwa,
walka z zasadami dekalogu, selektywny import chorych ideologii,
20% wskaźnik bezrobocia, alienacja pracy oraz rozpoczęty a nie
do końca jeszcze wypracowany program wymówienia narodowi opieki
medycznej. To kilka z fundamentalnych filarów na których
opierają się tak dobre wyniki walki z instytucją rodziny.
Coż więc dziwnego, że przemoc jest tak częstym elementem tego
pejzażu, gdy sfrustrowany mąż pierze kogokolwiek ma pod ręką, a
sfrustrowana żona się puszcza. Obydwoje oni zostali postawieni
w sytuacji której nie potrafią sprostać, która jest
zaprzeczeniem dla ich sposobu pojmowania, budowy i
funkcjonowania świata, jakiego zostali nauczeni.
Obym się mylił a swojej ocenie, ponieważ nie mieszkam w kraju
od wielu lat i mogę tylko śledzić zdalnie to co się rozgrywa w
Polsce. Aczkolwiek z danych statystycznych wynika, że ludność
Polski osiągnęła obecnie mniej więcej taką liczebność jak przed
II wojną, podczas gdy Niemcy są około 20 milionów liczniejsze.
Interpretacja takich danych może być jednoznaczna, niezależnie
od kraju w którym się zamieszkuje.

Serdeczności dla wszystkich.

Sceptyk

p.s. Dla poprawienia morale, uprzejmie informuję, że w USA w
niektórych stanach ciągle obowiązuje "prawo kciuka", co
oznacza, że kijaszek, którym mąż okłada swoją połowicę, nie
może według prawa być grubszy od kciuka.




Temat: prawica czy lewica to taka sama chcica
"pewne mechanizmy sa
nie moga byc zbyt rozbudowane - wiesz co by wtedy oboz rzadzacy robil z
podskakujacymi parlamentarzystami ? Szybko by sie okazalo, ze (np. jak Ksiadz
Popieluszko) sa 'zbrodniarzami' i trzeba ich wyplukac w przerębli. Oczywiscie
z
Ksiedzem to ponury zart dla uzmyslowienia zagrozen.
Oczywiscie jakby sie komus nie chcialo wozic parlamentarzystow nad rzeke, to
by
ich tylko odwolal."

widzę, że jednak sam masz dość niską ocenę naszej klasy politycznej, skoro z
góry zakładasz, iż będzie mechanizmy demokratyczne wykorzystywać do własnych
celów /ja też tak uważam/, ale nie mogę zgodzić się z twierdzeniem, iż to stoi
na przeszkodzie wprowadzeniu tych mechanizmów, a np. możliwość odwołania rady
gminy /oczywiście przy pewnym progu zarówno frekwencji i głosów za odwołaniem,
bo to są zabezpieczenia, które chronią przed pochopnością wnisków/

Dlaczego np. pani Beger, która najprawdopodobniej dostała się do Sejmu na
skutek sfałszowania listy osób ją popierających, ma nadal być posłem ?
Jeżeli u podstaw wyboru do sejmu leżało przestępstwo, to musimy to nadal
tolerować, bo tak rzekomo wymaga tego deomkracja. Przecież to nie prawada,
właśnie dla ochrony i powagi demokracji należy znaleźć mechaniżmy, które taką
patologię usuną.

Nie ma się co śmiać z cenzusu wykształcenia, bo zapewne sam pamiętasz z zajęć
z historii ustroju, iż w dużo starszych demokracjach istniały jeszcze inne
ograniczenia w prawach wyborczych np. prawa wyborcze przysługiwały tym osobom,
które płaciły podatki, to jest łożyły na utrzymanie swojego państwa, i takie
mechanizmy w niektórych stanach USA nadal obowiązują.
No i ostatecznie Einstein nie startował do parlamentu będąc w szkole
podstawowej czy średniej, bo te kweiste reguluje próg wieku czynnego i
biernego prawa wyborczego.
Natomiast rzeczywiście pomysł z dodatkowym karaniem samorządowców nie wydaje
się być pomysłem trafnym, wystarczającym "ukaraniem" jest odowłanie
nieudolnego prezydenta lub posła i ośmieszenie go w ten sposób. Z drugiej
strony Lubawski widocznie dla części /i to znacznej/ mieszkańców Kielc nie
jawi się jako osoba nieudolna, gdyż inaczej już zapewne ktoś podjąłby
inicjatywę referendum w kwestii jego odwołania.
A to, że sobie tutaj czasmi na temat jego pracy "pomarudzimy", to kurna takie
jest święte prawo wolności słowa. Zauważyłeś zapewne, iż dotychczasowe
posty "mieszczą" się w garnicach przyzwoitości i nikt Lubawskiego nie wyzywa
słowami wulgarnymi, a tylko ewentualnie komentuje jego różne pomysły.

A propos, jak podobał ci się pomysł z miejskim zoo, bo mnie kurna bardzo.
Aleja Ptaków Prezydenckich.

Hej.



Temat: Górnictwo w Polsce - zafałszowany obraz?
Masz rację - cena zostanie skalkulowana odpowiednio wysoko. Problemem będzie
jeszcze transport tego taniego węgla do elektrowni na południu kraju. Właśnie
obecnie, dzięki wysokim taryfom przewozowym PKP, elektrowni, których większość
jest na południu kraju, nie opłaca się sprowadzać tego taniego węgla.
Paradoksalnie PKP (do której z budżetu państwa w tym roku dopłacono najwięcej i
nadal jest największym dłużnikiem w kraju) w części ochrania górnictwo przed
napływem taniego węgla.
Ja naprawdę nie chcę straszyć, ale jestem naocznym świadkiem zamykania
kopalń i coraz bardziej wydaje mi się to ekonomicznie nieuzasadnione. Tym
bardziej, że w całej branży (górnictwo i energetyka, koksownictwo) nie panuje
wolny rynek. Nie można powiedzieć, która kopalnia jest w najgorszej sytuacji,
ile powinna w Polsce kosztować energia elektryczna, jakie są rzeczywiste koszty
transportu.
Obserwuję miejsca gdzie zostały zlikwidowane kopalnie. Problem nie jest z
górnikami, którzy wg obecnego programu (w co jak najbardziej wierzę – tak było
również poprzednio) znajdą zatrudnienie w innych kopalniach - bo do pracy na
dole wyraźnie zaczyna brakować rąk. Problem istnieje wokół. Otóż należy
pamiętać, że każda kopalnia to również powierzchnia, administracja, sklepy i
bary wokół kopalni, wiele firm współpracujących z kopalnią w tym np.
transportowych, utylizacyjnych, a przede wszystkim remontowych itp. To samo
dotyczy zmniejszonych zamówień dla firm okołogórniczych produkujących maszyny i
urządzenia dla górnictwa. Miejsca gdzie zlikwidowano kopalnie drastycznie
ubożeją, odczuwają to budżety gmin, powstają różnego rodzaju patologie. W tej
chwili ludzie są naprawdę bardzo zdesperowani i będzie rządowi niezwykle trudno
zamknąć kolejną kopalnię. Pozdrawiam serdecznie – jeszcze górnik.




Temat: Komentator i rozne sprawy
Bardzo uwaznie czytam Twoje wypowiedzi, Jorl. Z wielkim zainteresowaniem.
Nie bede ich jednak bardzo komentowal, przynajmiej nie uwazam wywolywanie
dyskusji na niektore tematy za zbyt bezpieczne. Nie chce nawet zajmowac
stanowiska.

Urazilo mnie jednak stwierdzenie o:
"Bo organicznie nie znosze chytrusow, bez pracy kombinujacy zyc z innych."
"Nalezalo pracowac a nie kombinowac."

Nie podoba mi sie takie postawienie sprawy, dlatego poniewaz uwazam, ze
zarowno lenistwo jak i cwaniactwo jest w pewnych warunkach podstawa rozwoju
nauki i cywilizacji. Jest motorem zmian. Nie praca sama w sobie jest wartoscia
bezwzgledna lecz dobrze zorganizowana i ukierunkowana praca. Sama praca np.
komentatora przy pisaniu niektorych postow jest calkowicie stracona i
bezpowrotnie zmarnowana.
Podstawa rozwoju gospodarek kapitalowych jest zrozumienie mechanizmu
inwestowania i zarabiania. A wiec wydajemy pieniadze aby je zarobic, zarobek
jest motorem rozwoju, tworzenia miejsc pracy i wynalazkow. Kara za brak pracy
jest brak pieniedzy. Natomiast wielkosc dochodu jest wprost proporcjonalna do
wielkosci biznesu a nie pracy wlozonej w jego rozwoj. Wiec "cwaniactwo" nie
koniecznie jest wada sama w sobie. Nie jest to moze lubiana cecha ludzka.
Ale jest czescia pewnego procesu myslowego polegajacego na skracaniu sobie
drogi do celu. (I tu wlasciwie nalezaloby sie zastanowic nad sensownoscia
tezy "cel uswieca srodki". A to inna dyskusja.) Kazda forma zarobkowania jest
uzasadniona o ile w zgodzie z prawem. Ta "wojna" ekonomiczna w kazdej formie
jest po prostu legalna forma konkurowania podmiotow i nie mozesz Jorl
krytykowac USA za prowadzenia takiej a nie innej polityki poniewaz sam,
popierajac swoj rzad popierasz istnienie takiego ukladu. Twoje panstwo jest
czescia gospodarki swiatowej i czy ci sie to podoba czy nie uczestniczy w
tej "grze". Nikt nie kazal wam inwestowac w USA. To samo dotyczy Japonczykow.
To nie bylo nakazane. Wolnosc. Mamy wolnosc wyboru. Jasne?

W Polsce w trakcie tych ostatnich kilkunastu lat rowniez pewne modele biznesowe
powstawaly i ewoluowaly. Wystapila ostra selekcja postaw w biznesie i okazalo
sie, ze najbardziej efektywna forma dzialalnosci polegala na zarabianiu kosztem
budzetu, dzialania te w roznej postaci mozna sprowadzic do jednego mianownika,
podniesc podatki i podzielic sie korzysciami. Metoda "na skroty". Rabunek.
Tutaj mysle lezy problem wystepowania kryzysu ekonomicznego tamtego rejonu.
Brak zrozumienia tych zjawisk zawsze bedzie powodowal postawy typu komentatora,
mylnie oceniajacego rzeczywistosc. I to rowniez generuje mechanizmy typu:
"jest mi coraz gorzej-glosuje na SLD-jest mi jeszcze gorzej-wchodzimy do unii
bo nie ma wyboru-bedzie jeszcze gorzej-Lepper-bedzie wojna"

Swoja droga jak juz poruszasz temat cwaniactwa i kombinowania jak oceniasz
polityke limitow i ograniczen produkcji w RP wymuszana przez UE, ktorej Niemcy
sa najwazniejszym czlonkiem? Nie mowiac juz o rzeczywistych doplatach do
rolnictwa i istniejacym faktycznie mechanizmie protekcjonizmu w wymianie
towarowej unia/RP? Generowanie deficytu w handlu zagranicznym z Polska jest
NIEWATPLIWIE popierane przez decydentow politycznych krajow unii i osobiscie
nie mam zludzen (i jak sadze Ty tez ich nie masz), ze pewne dzialania naszych
wladz sa i byly z cala pewnoscia "sponsorowane". Mysle, ze nalezy miec szacunek
przed madroscia innych i sprawne mechanizmy obronne przed wrogami.
Trzeba doceniac przeciwnika. Dokladnie tak jak piszesz.

"Mysle, komentatorze, ze jestes bylym komunista."

Musze przyznac, ze podobne skojarzenie rowniez przyszlo mi do glowy.
To nie moze byc taki zwykly przypadek. Cos w tym jest.
Natomiast uparte bronienie polityki Balcerowicza jest wedlug mnie dziwne i jest
pewna wskazowka co do pochodzenia komentatora.

Kazdy moze sie mylic, majac jednak sygnaly o MOZLIWOSCI pomylki nalezy
NATYCHMIAST zastanowic sie i ew. zmienic zdanie i taktyke. Najwyrazniej cecha
naszych wladz jest uparte tkwienie w lancuchu pomylek, a brak jest mechanizmow
kontroli likwidujacych patologie. Spoleczenstwo karmione propaganda NIC nie
rozumie.

I Polska powoli toczy sie ku przepasci.




Temat: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko
>
> Nie rozumiem związku kredyt / kodeks pracy - nie ma takiego związku
> Czyta Pan "Rzeczpospolitą" prosze zajrzeć do ostatniej Dobrej firmy ma tam
Pan
> list męża, którego żona jest zmuszona do samozatrudnienia. Obok jest opis
> wykorzystania umowy o dzieło. Kilkanaście numerów wcześniej znajdzie Pan
> problem zatudniania menadżerów ponad ZUS-em. To są podstawowe zasady
> prowadzenia firm eliminujące problem kodeksu. Całość możliwości jakie daje
> prawo pozwala prowadzić firmę 20-50 osób bez problemu kodeksu.
Przedsiębiorcy,
> którzy klną, że muszą kombinować nie przeskoczą jednak w żaden sposób
problemu
> kosztu pracy i to jest zasadnicza przyczyna bezrobocia w Polsce nie
pozwalajaca
>
> np. obniżyć ceny produktów.

Wydawało mi się, że część związków pomiędzy kodeksem pracy, a popytem na
kredyty wyłożyłem Panu w poprzednim poście. Nie czytałem tych wszystkich listów
o których Pan wspomina, ale wydaje się, że własnie dotyczą osób, które nie mają
zdolności kredytowej - właśnie z powodu braku zatrudnienia. Pan cały czas
opisuje patologie mówiąc: nie szkodzi, że prawo jest głupie, bo można je obejść.
Kodeks pracy ma bardzo duży wpływ na koszty pracy. Ten związek jest oczywisty.
Nie wiem jak jest teraz po tej płytkiej nowelizacji, ale jeśli w kodeksie ma
Pan zapisane, że pracownikowi, który sam się zwalnia należą się dwa dni urlopu
na poszukiwanie pracy, to chyba oczywistością jest, że te dwa płatne dni są
kosztem zatrudnienia i zwolnienia, a więc też pracy. Itd. Takich przykładów są
dziesiątki. Np. utrzymywanie stanowiska pracy dla matki wychowującej dziecko -
jest to koszt, czy nie? Konieczność utrzymania pracownika delegowanego do
działalności związkowej + pokój, telefon, biurko i co tam jeszcze - jest to
koszt, czy nie? Odpis na fundusz socjalny - koszt, czy nie? Tworzenie
regulaminu pracy, regulaminu wynagrodzeń - koszt, czy nie? szkolenie BHP dla
recepcjonistki, telefonistki, księgowego itp. - koszt, czy nie?
>
>
> > 80% bezrobotnych nie ma prawa do zasiłku.
> > > Twierdzenie, że bezrobotni w Polsce mogą dokonywać kalkulacji „
> wziąć
> > zasiłek” czy „zgodzić się na „wyzysk” za 700 zł&#
> 8221; jest czymś przerażającym.
>
> Ponieważ w tej chwili przebywam w tej części Polski, gdzie bezrobocie
> przekracza 20% (+20% osób, które by mieć np. ubezpieczenie nie muszą się
> rejestrować do PUP i nie mają szansy na pracę). Ja oceniam, że 10-20 osób
udaje
>
> bezrobotnych, 90-80 szuka pracy. Przy czym za migających się od pracy nie
> uznaję absolwentów UJ, którzy znając dwa jezyki, z prawem jazdy, biegłym
> komputerem + praca w wakacje w czasie studiów nie chcą pracować za 600 zł "bo
> nie mają doświadczenia".
> Często słyszę skargi ze strony przedsiębiorców, którzy mówią "Nikt u mnie nie
> chce pracować". Potem pytam jakie wynagrodzenie, czas pracy, zakres
obowiązków
> i się załamuję (np. 800 zł, pon.-piątek 6 do 16, sobota 8-14, niedziela 2
> godziny, nie ma urlopu). Przyglądam się firmie pracodawcy i widzę - za
wysokie
> koszty magazynu,brak środków obrotowych bo dwa luksusowe samochody i dom w
> budowie, jeżeli jest to hurtownia zepsute towary zamówione bez wyczucia
rynku.
> Wszystkie w/w czynniki są przerzucane na pracownika. Nie dziwię się
> absowlentowi UJ, że dokonując podobnej do mojej oceny po prostu szuka ciotki
w
> USA i emigruje. po kilku latach osiagając satus półAmerykanina. Od ręki
dostaje
>
> 1500 - 2000 $ i bierze rozwód z Polską.
>
> Problemem absolwenta jest niemozność założenia konkurencyjnej firmy wobec
> opisanego "przedsiębiorcy", gdyż podstawą jego interesów nie jest jakość
usług
> czy produktów. Jest to struktura "mini-karteli" powszechna na lokalnych
rynkach
>
> oparta o zmowę i urzędników. Np. ja znam historię małej firmy, która chciała
> świadczyć usługi taniego dostęu do Internetu. Z uwagi na ceny TP SA to jest
> intratny rynek, gdzie można wystartować z poziomu garażu. Podstawowym
elementem
>
> walki "konkurencyjnej" było przecinanie kabli, niszczenie skrzynek
> instalacyjnych. Zrobiło się na tyle niebezpiecznie, że młodzi informatycy
> skorzystali z wariantu "ciocia" i
>
> Biolog
Właściwie to cieszę się, że Pan to wszystko napisał. Pana to przeraża! Mnie
przeraża absolwent UJ, którego Pan opisał. Absolwent, który pójdzie na zasiłek,
a nie pójdzie do pracy za 600 zł.




Temat: Pisanie prac magisterskich winno być nielegalne?
Dziękuje, że przywróciłeś mi prawo myślenia...

Pisząc "Wy", miałem na myśli "Wy, UPRowcy", ale celowo skasowałem, żebyś miał
okazję do "kąśliwej" uwagi (coś co się kupy trzyma, napisać kiedyś musisz,
nie?). Po prostu byłem ciekaw, czy ustosunkujesz się do sytuacji w USA. Nie
zrobiłeś tego, trudno.

Sam tekst miał pokazać pewne absurdy, do których chesz sprowadzić moje
rozumowanie ,udowodnić Ci, że zdaję sobie sprawę z konsekewncji, tego co piszę
(widzisz? Masz unaocznienie, że bywam samokrytyczny). Ale wierz mi - w stanach
taka sytuacja byłaby jak najbardziej możliwa i to jest dla mnie straszne.

Całe ta wypowiedź, miała pokazać, iż mam na całą sprawę pogląd wyśrodkowany.
Widzisz, piszesz, że musi być sprawca, bron sama nie strzela. Ale Ty dajesz do
ręki tę broń. Z pełną świdomością w jakim celu będzie użyta. Wiem, teraz
wrócisz do przykładu ze sprzedawcą noża. On również daje "narzedzie mordu" do
ręki. Tyle, że on nie wie, iż narzędzie to będzie użyte w celu morderstwa. Ty
natomiast wiesz, że Twój klient użyje tego, co mu dajesz do popełnienia
przestępstwa. I to was różni. Świdomość celu, do jakiego będzie użyte narzędzie
jest tu kluczowa. Ty negujesz tą świadomość, sprowadzając to do
indyferentnego: "to nie moja sprawa". Podobnie pewnie myśleli Amerykanie
sprzedając Irakowi rakiety w latach bodajże osiemdziesiatych. Nie twierdzę, że
kazdy sprzedawca noża musi interesować się, do czego on jest potrzebny jego
klientowi. A wynika to z faktu, żę nóż ma społecznie usankcjonowaną
użyteczność. Z pracą dyplomową sprawa nie jest taka prosta. Tu cel napisania
jest jednoznaczny.

Czy dałbyś człowiekowi nóż, gdybyś miał pewność, że zabije nim swoją żonę?
Jeżeli tak, to cóż, w ogólnospołecznym odczuciu byłbyś obciążony moralnie...
Mylisz dwa rodzaje odpowiedzalności, chociaż być może i ja w pewnym momencie,
nieprecyzyjnie formułując myśl, również to mogłem zrobić...

Nie chce mi się teraz sprawdzać, ale raczej nie napisałem, że pisanie prac jest
nielegalne w sensie prawnym. Prędzej, że powinno być, choć teraz i tak się nad
tym zastanawiam. I widzę elementy absurdu w tym podejściu. Ja po prostu uważam,
że takie działanie sprzyja popełnianiu przestępstw (oh, zaraz mi napiszesz, że
zostawianie roweru bez opieki prokuruje przestępstwo - zastanów się chwilę i
zauważ pewne różnice). Piszesz prace masz jeden cel: zarobić. Konsekwencją
tego, co zrobisz jest zarobek. Ale drugą konsekwencją jest złamanie prawa przez
zleceniodawcę. Jeżeli świadomość tego, że pomagasz w popełnieniu przestępstwa
(chociaż w nim nie uczestniczysz w sensie prawnym, podkreślam), w złamaniu
pewniej normy społecznej nie rusza Cię, to rzeczywiście nie mamy o czym
rozmawiać, po prostu mamy inne definicje wartości i ładu społecznego, i żaden z
nas nie zmieni drugiego. Zauważ, że bez Twojego działania do przestępstwa by
nie doszło (oczywiście może napisać ktoś inny, ale w tym momencie Ty nie masz z
tym nic wspólnego). Mówisz: "nie napiszę". I koniec. Oczywiście rodzi się tu
wątpliwość: "Czy powinienem zawaiadomić kogoś, iż ten człowiek zamierza
popełnić przestępstwo"? Jeśli nie, to tak jakby któś nie zawiadomił o próbie
namówienia go do zabójstwa, a tamtem poszedł szukać innego wspólnika. Moralnie
jest to dwuznaczne. Nie ma tu chyba prostej odpowiedzi. Zawiadomienie komisji
egzaminacyjnej o próbie namówienia do napisania pracy mogło by pomóc w wykryciu
oszustwa (jeżeli klientowi napisał ktoś inny) i ukaraniu sprawcy na obronie.
Jeżeli oni nic z tym nie zrobili, to już rzeczywiście "nie moja sprawa",
sumienie jest czyste. W sensie prawnym zawiadomienie do prokuratury jest chyba
bez sensu (raczej na pewno), bo przestępstwa póki co nie ma. Jak mówię, cała
ta sytuacja jest niełatwa. Dla mnie oczywiste jest jedno: gdybyś był "dobrym
obywatelem" (wiem, ze w tym kraju brzmi to jak ze skeczu Pythonów) to byś nie
zgodził się na napisanie pracy i próbował przekonać zleceniodawcę do
samodzielnej pracy. Naiwne, idealistyczne? Z pewnością. Ale zastanów się
dalczego to jest naiwne i idealistyczne w percepcji nas obywu. Ano ponieważ
całkowicie rozmija się z praktyką, z naszą codziennością. My jesteśmy nauczeni
traktować patologię jako coś normalnego. Zrobienie czegoś, co byłoby zgodne z
normami uczciwości jest dla nas śmieszne. Od czegoś jednak trzeba zacząć...

Jak widzisz, mogę napisać coś bez obrażania, choć w Twoim wypadku to trudne,
gdyż Ty widać inaczej nie potrafisz. A ja tylko się do Twojego poziomu
dostosowuje. Aha i przeczytaj mojego posta w miarę uważnie - może wtedy
zastanowisz się chwilę nad tym, co piszesz.



Temat: Jaki miałyście poród?
Właściwie mogłabym wkleić linka do opisu na "Ciąży"... ale co tam, opowiem
jeszcze raz
Miałam graniczne wartości ciśnienia (140/80), więc musiałam codziennie latać do
przychodni je mierzyć. Termin miałam na 17.01, ale umysliłam sobie, że urodzę
10, w poniedziałek, żeby już nie słyszeć w pracy tego "a ty jeszcze tu??". Całą
niedzielę wydzierałam się na męża, bo mnie roznosiło, rozebrałam choinkę,
odkurzyłam, umyłam podłogę na kolanach, umęczyłam się jak osioł... i nic. Rano
poszłam do pracy na piechotę (2 km), z powrotem tak samo, tyle że do przychodni
na pomiar. 160/90, położna kazała jechać na ktg. Pojechałam grzecznie
autobusem , a ktg wykazuje skurcze co 2 min, szyjka skrócona, rozwarcia nie
ma. Ze względu na ciśnienie zostawiają mnie w szpitalu, ale nie w tym, bo
patologię mają w remoncie. Jadę 50 km do Wołomina, już z mężem i z torbą.

Tam lekarz stwierdził, że mogę sobie poleżeć na porodówce, dali mi coś na
obniżenie ciśnienia i poszłam spać (22.00). Rano wysłałam smsa do męża, że się
wyspałam na łóżku porodowym, przyszedł jakiś lekarz, stwierdził 2 cm rozwarcia
i zapytał, czy się zgadzam na oksytocynę - a jak nie, to mogę sobie ze trzy dni
poleżeć na patologii. Zgodziłam się. O 9 rano 11 stycznia zaczęłam czuć jakieś
skurczyki, spacerowałam sobie dookoła łóżka starając się nie zaplątać w kabel
od kroplówki. O 11 przyjechał mąż mnie odwiedzić, a podczas badania odeszły mi
wody. Położne (przemiłe) stwierdziły, że teraz zacznie się jazda... no i się
zaczęła. Kłóciłam się z nimi, że nie będę oddychać w czasie skurczu , ale jak
tylko odpięli mnie od ktg i dali piłkę do skakania przestałam się kłócić. Mąż
masował mi plecy, a ja skakałam i skakałam, dopytując się o znieczulenie, bo
strasznie sie bałam "progu 7 cm". Kazali mi poczekać 15 min na anestezjologa,
po czym okazało się, że mam 8 cm i czuję już skurcze parte, więc znieczulenia
nie będzie, bo "rodzimy". Zatkało mnie, bo pierwsza faza trwała 3 h 20 min, a
ja nastawiłam się na minimum 8...

Na parcie wygoniłam męża (nie robili mi lewatywy i w ogóle czułam się
zwierzęco), a po 25 minutach położyli mi coś na brzuchu, mokre, ciepłe i
kwilące. Własciwie nawet nie wiedziałam, co to jest , bardziej interesowało
mnie, czy łożysko jest całe. Małą zabrali do umycia i ubrania i dali tatusiowi,
a mnie szyto - myślałam, że zwątpię i domagałam sie zwiększenia znieczulenia
miejscowego. Szyli mnie dłużej chyba niż rodziłam!! A potem przez tydzień nie
mogłam chodzić i siedzieć.

Kiedy przynieśli kruszynkę do karmienia, jeszcze na porodówce, zaczęłam ryczeć
jak bóbr.

Ogólnie było super, myślałam, że będzie znacznie bardziej bolało, a wcale nie
było tak strasznie, skurcze parte to były SKURCZE, a nie BÓL - i rzeczywiście
wszystko zapomina się, mając perełkę przy piersi ))




Temat: Negatywna selekcja do zawodu nauczyciela.......
W szkolnictwie, podobnie jak w wielu innych środowiskach zawodowych w Polsce,
występuje wiele nieprawidłowości, by nie rzec patologii. Jednak zmiana tego
stanu rzeczy jest chyba obowiązkiem wszystkich racjonalnie myślących członków
społeczeństwa.Szanowna B., piszesz, że w szkołach jest wiele
niewykorzystywanych pomocy naukowych. Zależy w jakich szkołach i jakie to są
pomoce. Jak np. wykorzystać na zajęciach zdekompletowane mikroskopy z lat 70.,
mapy sprzed 20 lat z nieaktualnym już podziałem administracyjnym Polski czy
Europy , zalegające w bibliotekach szkolnych opracowania metodyczne z czasów
Gomułki i wczesnego Gierka(pozbycie sie tego to inny problem, być może
słyszałaś z mediów o ogromnych ilościach przestarzałych odczynników
chemicznych (np. rtęci) , które są w szkołach, a nie ma pieniędzy na ich wywóz
i utylizację ). Jotka (głowa do góry i rób swoje)dobrze napisała, bieżące
wpływy szkoła zazwyczaj przeznacza na naprawianie wyrządzanych przez uczniów
szkód .Dewastacja szkół jest przerażająca; jakież to wzory wynosi z domu
rodzinnego część młodzieży, czy niektórzy rodzice nie wyjaśniają pociechom, do
czego służy np. papier toaletowy? A może w gimnazjach i liceach należy
uświadamiać, po co są przybory toaletowe, że nie wolno niszczyć własności
prywatnej ani publicznej itp.Poza tym spora część wpływów przeznaczana jest na
dożywianie uczniów z ubogich rodzin, pomoc socjalną (np.dofinansowywanie
biletów miesięcznych dla najuboższych, którzy dojeżdzają)czy nagrody książkowe
dla najlepszych uczniów. Nie ma więc środków na odnowienie bazy dydaktycznej
(niektórzy mniemają jeszcze, że dobremu nauczycielowi wystarczy kreda i
tablica). Abstrahując jednak od wszelkich problemów finansowych oświaty i
wynikających z tego konsekwencji, powtórzę, szkoła to wspólnota nauczycieli,
uczniów i ich rodziców. Niestety niektórzy nauczyciele nie rozumieją, że uczeń
jest klientem i podmiotem w szkole, zaś niektórzy rodzice ferują bardzo
stronnicze oceny pracy pedagogów (np. jest zły, bo nie poznał się na geniuszu
danego dziecka).Masz rację - rodzice zawsze powinni mieć wgląd w prace uczniów
(nauczyciel nie ma obowiązku dawać młodzieży prac do domu, chyba że statut
danej szkoły stanowi inaczej), a kryteria oceniania powinny być jasne. Nie
mogę się ustosunkować do konkretnych przypadków zachowań nauczycieli, o
których piszesz (np. częstego wykorzystywania video na biologii),bo, aby wydać
jakiś sąd, należy wysłuchać obu stron. Zaś zwracanie się do rodziców per "wy",
o czym też wspominasz, świadczy nie najlepiej o kulturze osobistej danego
pedagoga, ale na pewno nie wszystkich nauczycieli. W każdej chyba szkole
funkcjonuje rada rodziców czy komitet rodzicielski, więc jeśli występują
jakieś nieprawidłowości w funkcjonowaniu placówki, pracy pedagogów, trzeba o
tym na spotkaniach z dyrektorem, wychowawcą lub jakąś reprezentacją grona
pedagogicznego mówić otwarcie, uczciwie, bez hipokryzji . Argument o
ewentualnym odwecie nauczycieli na dziecku nie przekonuje mnie, świadczy w
moim odczuciu o braku cywilnej odwagi i przyzwoleniu na ewentualną patologię,
a chyba wszystkim rozsądnym rodzicom i nauczycielom zależy na poprawie
wizerunku polskiej oświaty, chyba że chce się szkołę zmieniać cudzymi rękami
(to klasyczny przykład tzw. spychologii), ale i konformizm jest ludzki, tyle
tylko że niemoralne jest uzurpowanie sobie później prawa do krytyki i
strojenie się w piórka mentora zaniepokojonego tym, co się dzieje w polskiej
szkole.Powtórzę, nie twórzmy szkodliwych podziałów na złych nauczycieli,
wspaniałą, kulturalną i zdolną młodzież oraz szczerze chcących współpracować
ze szkołami i obiektywnych rodziców (przepraszam, jeśli wpadłem w
moralizatorski ton).Prawda o oświacie jest zapewne wypadkową racji wszystkich
zainteresowanych stron i na pewno nieuprawnione jest twierdzenie o 90% złych
pedagogów. Pozdrawiam i jeszcze raz namawiam do większego optymizmu i
wspólnego szukania pozytywnych rozwiazań problemów.



Temat: Inicjatywa uczniów - Niepubliczne, łączcie się!
Gość portalu: Zielicz napisał(a):

> Proszę
> natomiast o istotne powody, dla których szkoły niepubliczne miałyby mieć
> szczególne prawa.Na razie słyszę jedynie albo ,że są takie wspaniałe(to nie
> jest prawda - są różne, tak jak publiczne), albo, że rodzice płacą więc nie
> powinny ich obowiązywać przepisy dla plebsu.Niestety podatnik(!) w obu
> przypadkach płaci tyle samo.

Obawiam się, że Pan nie słyszy, bo zwyczajnie słyszeć Pan nie chce.
Te szkoły nie są ani z definicji wspaniałe, ani uprzywilejowane
z powodu udziału rodziców w kosztach ich funkcjonowania.
Te szkoły są od początku do końca inne w sensie organizacyjnym i prawnym.
Zasadnicza różnica to to, że mają realnego, nieubezwłasnowolnionego
właściciela i że (poza sytuacjami patologii, lokalnego monopolu, o którym
pisuje underklas, czy niezdrowego wygłodnienia rynku) właściciel
ten powinien być zainteresowany dbałością o poziom we własnym, komercyjnym
interesie. Te szkoły są też inne z uwagi na relację z odbiorcami
ich pracy. Wiążą je z odbiorcami zupełnie inne przepisy - przepisy
kodeksu handlowego, a nie jedynie przepisy oświatowe. Odbiorca jest
stroną w każdym ewentualnym sporze prawnym - także o jakość kształcenia!
Tylko i wyłącznie totalna zapaść naszego systemu sądowniczego powoduje,
że w praktyce jest to okoliczność mało istotna. W przypadku Pańskiej
szkoły rodzice i uczniowie nie mają żadnych przypisanych sobie praw
do dochodzenia jakości usługi i rekompensaty za jakość niezadowalającą.
Wprawdzie Pan jest zobowiązany swoimi przepisami pracowniczymi by robić
to i owo, ale są to wyłącznie wewnętrznne przepisy pracownicze
dające podstawy do bezsilnej skargi, a nie do umocowanych prawnie
roszczeń. Choćby uchwalili rada w radę, że Zielicz uczy beznadziejnie
(proszę wybaczyc tę irracjonalną konstrukcję teoretyczną, ale silę
się by być obrazowym:-) i że należy go spalić na stosie, publicznie,
na boisku, na dużej przerwie, to Pan może im uprzejmie, acz z godnością,
wytłumaczyć jak Kobuszewski petentowi, co Panu mogą wężykiem narobić.
W szkole prywatnej, gdyby wywołał Pan racjonalne niezadowolenie
rodziców przekładające się na idacą w świat opinię o niej, musiałby
Pan szukać nowej pracy i żadne mianowania czy dyplomowania by Pana
przed tym nie uchroniły. (Pomijam tu pewnie istotny margines nauczycieli-
pociotków właścicieli, ale to postrzegam jako jedynie przejściową
patologię włączeniową młodego systemu.)
Dlatego uważam, że przedstawianie sytuacji, w której szkoły publiczne
podlegają innym regulacjom i rygorom administracyjnym niż niepubliczne
jako przyznanie szkołom niepublicznym "szczególnych praw" jest
pokrętnym wypaczaniem rzeczywistosci. Państwo pełni podwójną
rolę wobec szkół publicznych: jest regulatorem ogólnie obowiązującego
wszystkich systemu, ale też jest wobec nich superwłaścicielem
(zważywszy na zerowe uprawnienia władcze, samorząd odpowiedzialny za oświatę
na swoim terenie jest "właścicielem" tylko na papierze: może sprawdzić
kwity za światło, ale do uczenia i zatrudniania wtrącać się nie ma prawa!).
Nakładając na szkoły publiczne dodatkowe rygory, państwo występuje w
tej drugiej roli i wypełnia jedynie lukę jaka powstała w wyniku
nieprzyznania samorządom pelni właścicielskich prerogatyw. Nie było tu więc
żadnej nierówności. Była tylko inna osoba właściciela i inne jego
postępowanie dla zapewnienia jakości. Zgadzam się z Panem, że
droga wybierana przez właściciela państwowego dla dopilnowania jakości
pracy swoich pracowników jest najgorszą z możliwych. Natomiast żądanie,
by tą samą niedobrą drogą musieli kroczyć inni pracodawcy jest kompletnie
chore. Trudno mi to postrzegać inaczej niż jako dywersję z niskich,
zazdrosnych pobudek. Bo czy jest jakiś godny powód, by złe, szkodliwe
rozwiązanie funkcjonujące tylko dlatego, że indolencja odpowiedzialnych
osób nie pozwoliła zaproponować szkołom publicznym niczego lepszego,
narzucić także innym, którzy mają lepsze, działające rozwiązania?
A dotacje i podatki? Wszak płacą je wszyscy - także ci, którzy posyłają
dzieci do szkół niepublicznych. Ze względu na progresywną skalę podatkową
płąca je nawet większe. Czemu więc ich dzieci miałyby być pozbawione
równego innym prawa do korzystania z tych podatków? (I tak nie korzystają
w pełni, bo do szkół niepublicznych nie jest kierowana własna dotacja
samorządowa, a to - szczególnie w dużych miastach, gdzie szkół
niepublicznych jest najwięcej - kwota niebagatelna, miejscami, szczególnie
gdy doliczy się aporty nieruchomości, realnie wielokrotnie
przekraczająca wysokość dotacji z budżetu centralnego.)

Pozdrawiam,
marek@pawlowscy.w.pl



Temat: mialam cc = nie urodzilam :|
A już czepiając się można napisać, że Kurczok i jemu podobni ogólnie przeciwni
cc w placówkach państwowych, ale robiący cc w prywatnych klinikach, szkodzą
pacjentkom (wszystkim) a robią cc dla własnych korzyści majątkowych.

Laminja, gdyby chcieć rzetelnie podejść do sprawy (a przecież mamy zwolenniczki
cc i przeciwniczki cc i każda ma własne racje),
to należy wziąć dane statystyczne z wszystkich szpitali i porównać ile cc z
powikłaniami i bez zrobiono sumarycznie we wszystkich szpitalach w PL.
Potem rozbić dane na szpitale państwowe i prywatne i zobaczyć jak to się
przedstawia.
Ja nie mam pewności, tylko tak podejrzewam, że w prywatnych placówkach jest
więcej cesarek w ogóle i cesarek udanych, bez żadnych powikłań.
Skoro pan Kurczok i jego koledzy robią jak na taśmie te cc w prywatnych
klinikach (a w sumie to lekarze ze stażem pracy).

Obserwując dane dopiero by można wyciągnąć wnioski i ja tak podejrzewam, że
wyszłoby na jaw, jak bardzo lekarze są pazerni na kasę (wybacz, ale widzę co się
w PL dzieje). Na jaw też by wyszło, jak ubezpieczenia na które każdy w PL łoży
na NFZ są marnotrawione i jak średnio dobrą opiekę można uzyskać w prywatnej
klinice i jak średnio złą opiekę można uzyskać w placówce państwowej.

Oczywiście należy pamietać, że na NFZ płaci się latami składkę, często wcale nie
korzystając z opieki zdrowotnej, a w prywatnej klinice płacisz jeden raz przy
porodzie/operacji cc. I ta dysproporcja (w opłacie) byłaby ogromna - i widać że
bardziej się opłaca iść od Kliniki Damiana i Iatrosu prywatnie.
A i tak przecież czasami cc należy się z tytułu ubezpieczenia - i rozumiem że
babki idą do Iatrosu czy Damiana, chociaż mają skierowanie do szpitala ze
wskazaniami do cc z ubezpieczenia. Natomiast śmiać mi się chce z artykułów typu
"Cesarka na życzenie, za 6-9 tysięcy złotych" - co za fanaberia.

A już najśmieszniejsze jest to, że wszystkim babkom nalezy się ODPOWIEDNIA
opieka zdrowotna z tytułu ubezpieczenia; jak ma wskazania do cc, ciąć, jak może
rodzić siłami natury i tak chce, niech rodzi; jak trzeba interweniować szybko,
to trzeba to zrobić i tyle. Gdyby lekarze postępowali w zgodzie z samymi sobą i
w zgodzie z zaleceniami lek. to wszystko byłoby ok; a tak to są łapówy,
wywindowane ceny za poród w prywatnej klinice, i patologie społeczne.

Nie oszukujmy się, w PL patologia społeczna jest na porządku dziennym.
Pacjentka ma takie prawa jakich jej lekarz udzieli - i on nie będzie się liczył
z żadnymi zapisami prawnymi, ani z jej świadomością swoich praw. I to jest
największa patologia.

Napisałaś, że odsetek cc w Św Zofii jest 2 x większy niż w innych szpitalch w
Warszawie. Pewnie to jest jeden z niewielu szpital który w ogóle przyjmuje
również tzw. trudne przypadki. Nie dziwne więc, że ma ogólnie wyskoi odsetek cc.

Poniekąd rozumiem, że masz zaufanie do znajomych lekarzy w Św. Zofii; to dobrze
że w ogóle masz do jakiegoś lekarza zaufanie, nie każdy ma w PL taki luksus w
pozytywnym tego słowa znaczeniu; ale trochę się zapędzasz TAK ich broniąc.




Temat: Nowi
>Mieszkanie na Szmulowiźnie nie jest moim wyborem, tylko
>koniecznością - tu mam odziedziczone mieszkanie, jedyne, na jakie
>narazie mnie stać.

Mieszkanie zawsze można sprzedać, zamienić, wynająć komuś a samemu wynająć w
lepszej dzielnicy itd, także kiepski argument bo to co piszesz to jest
przyznanie się do własnej porażki.
Zresztą o ile argumentacje dotyczącą stricte bezpieczeństwa potrafię zrozumieć
tak ni w ząb nie potrafię zrozumieć dlaczego dołuje Cię to że ktoś tam nie
pracuje i ma na samochód i cyfrową telewizje.

Zdarzało mi się mieszkać w okolicach "ę ą" (z racji dobrego wżenienia się ;) )
i napisze bardzo krótko - wole patologie szczere do bólu niż patologie w
garniturach za dwie średnie krajowe i dla niepoznaki przykryte perskim dywanem.

>Może piękna i męska rzecz, w takiej kulturze machismo, w Ameryce
>Południowej jak najbardziej pożądana.

Tu sie akurat mylisz, nie czerpie żadnej dumy, czy jak to inaczej tam nazwać z
samego faktu mieszkania w kiepskiej okolicy (oczywiście w/g cudzego mniemania).
Wychowałem się Poznaniu w dzielnicy bardzo podobnej do Szmulek, nie ukrywam że
wizyty na ówczesnej MO, podwórkowe szkolenia z "krawiectwa", podstaw KK i KPK
oraz konflikty zażegnywane za pomocą pięści były częścią mojej pierwszej
socjalizacji z otoczeniem i pewnie dlatego postrzegam Szmulki zupełnie inaczej
niż 90% innych osób napływowych. Może to i patologia z znieczulicą ale dobrze mi
z tym.

Mieszkanie tutaj kupiliśmy zupełnym przypadkiem (znalazłem ogłoszenie za 4 dni
przed podpisaniem umowy przedwstępnej na mieszkanie w jednym z ówcześnie
budowanych kołchozów przy Bartyckiej) i nigdy nie będę tego żałował to jest
pierwsze miejsce w Warszawie które potrafię nazwać domem i do którego z
przyjemnością wracam po pracy. I tu wcale nie chodzi o to że mieszkanie teraz
jest moją własnością a wcześniej wynajmowaliśmy (tak większość ludzi postrzega
moje "dziwactwo").

> Patriotyczny mieszkaniec Mozambiku, który dobrze się wpisuje w
> rzeczywistość Mozambiku, da się pokroić za Mozambik i będzie się
> zaklinał, że nie masz jak Mozambik - taką postawę zwie się
> bezkrytycznym patriotyzmem i zbiega się ona do "ochania" i ronienia
> łez nad "swojością" - jakakolwiek ona jest, i taką postawe
> społecznie i odgórnie się pochwala, gdyż trzyma ona ludzi w status
> quo, daje im samozadowolenie i nie skłania do buntu.

To co piszesz nie jest patriotyzm tylko BMW (bierny, wierny, mierny), patriocie
lokalnemu owszem zdarzy sie "achnać" i "ochnąć" nad czymś co komuś z zewnątrz
wyda się nic nie warte, ale wady tez potrafi dostrzec i co najważniejsze na
jakiś tam swój sposób stara sie wpłynąć na swoje otoczenie (w większym lub
mniejszym stopniu w zależności od możliwości i predyspozycji).

P.S Niezły gniot z tej "Ekipy" wymiękłem po 20 minutach, a myślałem że przy
takiej reżyserii i nazwiskach z czołówki wysiedzę chociaż do końca pierwszego
odcinka ;)




Temat: a co ty byś zrobił?
trond napisał:

> unsatisfied6 napisał:
>
> > diablica_28 napisała:
> >
> > > unsatisfied6 napisał:
> > > "(...)naszym kraju niemalże fikcją jest pisanie podań o dobrą posadę
> - te
> > są
> > z
> > >
> > > odgórnie przydzielane. Kilku spośród grona rodziny i znajomych zatrud
> nijąc
> > ego
> > > czeka w kolejce na tą posadkę {...}"
> > >
> > > Trudno tego nie zauważyć dlatego nei mam zamiaru zaprzeczać Twoim
> > stwierdzeniom
> > wiem , że to zjawisko jest znane wszystkim . nie wątpię , że wszyscy je
> > dostrzegają . dziwi mnie , że nic się nie robi ( na szczeblu ustawodawczym
> )
> > by zmienić ten stan rzeczy i wprowadzić w naszym "demokratycznym" kraju
> > uczciwe warunki pracy i awansu optymalizując potencjał ludzki - wszędzie
> > słyszy się o braku pieniądza i o cięciach .cięcia to nie jest sposób dobre
> go
> > zarządzania .
> >
> > napiszę w sensie dosłownym i jeszcze podkreślę, że napiszę w sensie
> dosłownym :najlepiej więc urodzić się dziecięciem króla.
> pozdrawiam cię i zgadzam się,że ciężko się przedrzeć przez zarośla kumotersko-
> rodzinne.jednak pochopne odsądzanie dzieci od zdolności to zabójcze
> uogólnienie.vide-lekarze,dinozaury rocka,aktorzy itp.w świecie artystycznym
do
> dobrego tonu należy wszak kontynuacja dynastii.kto jednak reprezentuje sobą
> potencjał -bez poparcia też da sobie radę.patologie,które opisujesz nie
zanikną
>
> dzięki ruchom ustawodawczym.ktoś w końcu wyleje wodę z wazonika gdy ta się
> zepsuje.niekompetentny kumoter i dzidziuś też kiedyś wyleci z pracy.ujmuję to
> tak-kompetencja nade wszystko.a jak jej nie ma- to obnażać układ i wywalać z
> roboty i gnać na cztery wiatry.ale to lepiej wychodzi oddolnie niż
> odgórnie.pozdrawiam.po polsku,niestety.za moich czasów innych jęzorów uczyli.:

jestem zwolennikiem cywilizowanych i sprawdzonych rozwiązań .

znam przykłady , gdzie niekompetencja przyczyniła się do bankrctwa
zakładów pracy . by daleko nie siegać , mój znajomy z ławki w szkole
średniej ( typowy mierniak , kilka dziekanek ) po studiach został
od razu dyrektorem . kilka firm dla których pracował zbankrutowało ,
a on ... awansował wyżej i wyżej . ten przyklad wskazuje , że
mimo tego , że woda się psuje w wazoniku , nikt tej wody
nie wyleje , a przelewa do innego wazonika .

inny uczeń tej samej klasy - wydawało się , że maturę obleje -
podobna "kariera" .

ci ludzie decydują o tym jaka woda jest w wazonie i tylko
odpowiednie przepisy i ich poprawna realizacja mogą zapobiec psuciu tej wody .




Temat: edukacja w domu? co ty na to misio112?
porównanie na miejscu
misiu112 napisał:

> U6 poczytaj wątki o lekarzach, to przeciez elita intelektualna, tez
praktycznie
>
> nie sa do ruszenia.Uwazam, ze nauczyciel powinien byc ciagle poddawany ocenie
> pracy.Zapewne wiesz o stopniach awansu zawodowego.nauczyciele mianowani
> ubiegaja sie o tytuł nauczyciela dyplomowanego.W zamierzeniach ministerstwa
> miała to byc elita oswitowa (ludzie kreatywni poszukujacy nowych form
przekazu,
>
> pracujacy zawsze na wysokim poziomie)), ale oczywiscie ludzie to
wypaczyli.Nie
> masz pojecia co sie dzieje przy tym idiotycznym kompletowaniu papierkow,
> znakomita wiekszosc tworzy fikcje, a co jeszcze gorsze dyrektorzy takie
teczki
> opiniuja i posylaja je do kuratorium.czysta paranoja!!!Bo przeciez prestiż
> szkoly rosnie im wiecej tych dyplomowanych.Polowa z nich po otrzymaniu
stopnia
> nauczyciela dyplomowanego siada na laurach i ma wszystko w glebokim
> powazaniu.Nie uwazasz, ze cos tutaj jest nie tak.Wlasnie pierwsza przeszkoda
to
>
> ta archiczna karta nauczyciela!!!Tak jak lekarze tworza pewny kamienny krag
> niedo przebicia tak i nauczyciele walcza o karte aby im zapewnila praktycznie
> nienaruszalnosc!!!Sorry, ale szkoda pisac!!!
Porównanie do innych zawodów jest na miejscu .
Zamierzenia promowania dobrych lekarzy i nauczycieli wydają
się słuszne . W praktyce widzimy co się dzieje . Ale
wystarczy spojrzeć na pracę niektórych dyrektorów szkół
( nie wiem jak jest w służbie zdrowia ) i możemy mieć
odpowiedź na te występujące patologie .

Pisałem o sukcesach pewnej nauczycielki szkoły muzycznej .
Jej uczniowie prezentowali w szkole najwyższą jakość .
Na zakończenie roku dyrekcja nawet o niej ni wspomniała ,
a kilkoma zdań pochwały skierowała do nauczyciela wdrażającego
"francuskie metody" . Wchodząc do szkoły i spoglądając
na tablice sukcesów szkoły , ulega się wrażeniu , że głównym
talentem i gwiazdą tej szkoły jest dyrekcja i że bez niej
szkoła by się kompletnie zmarnowała . Polecam książkę
Wiesława Trzeciakowskiego "Śmierć w kwitnącym sadzie"
i spotkanie z tym pisarzem .

Spotkałem się z podobnymi praktykami w innych szkołach .
To o czym pisałem w "Dom wariatów , czy szkoła" to
własne doświadczenia ze szkoły - nie pisałem o innych
gorszych patologiach bo to mogłoby być "pomówieniem" .

Jeszcze w innej szkole , dyrektor myśląc żem "równiacha" bez
skrempowania przy mnie przyjął łapówę - 1000 zł za
przyjęcie dziecka do szkoły - ten dyrektor jest podobnie
jak ja "spoza branży" pedagogicznej , lecz takiego
nie wykopią ze stanowiska , bo jest "swój" i "równiacha".

Można się zastanowić , kto głównie awansuje na wyższe stołki .
Uczciwy , rzetelny i pracowity nauczyciel/lekarz czy
osoby pojawiające się "niewiadomo skąd i nie wiadomo
za jakie zasługi" . Nie spotkałem się , by rzetelny
i uczciwy pracownik o odpowiednich kwalifikacjach
został przez swoją firmę awanswany na zwalniające się
stanowisko dyr czy kierownika - przyjmują kogoś
spoza firmy . Dyrekcja nie ponosi żadnych odpowiedzialności
za niedociągnięcia firmy ( szkoły ) . Winą obarczani są
pracownicy i bywa że klienci ( bo nie znają prawa i
nie przeczytali dokładnie umowy ) .




Temat: Samobójstwo gimnazjalistki - żenujące reakcje...
roman_j napisał:

> Często niestety jest tak, że nauczyciel nie chce nic robić. Dla świętego
> spokoju. A jeśli uzasadnia to wolnością, to ja to traktuję wyłącznie jako
> wymówkę. Szkołą z definicji jest instytucją totalitarną. Granice wolności ucznia
> określa regulamin szkoły i jeśli jest zbyt liberalny, zawsze można go zmienić.

To "czesto niestety jest tak" opierasz na doswiadczeniu czy na odczuciu?
Popracuj w szkole, a zobaczysz ile bedziesz mogl zmienic majac zapal i szczere
checi ;) Masz odgorne ograniczenie w postaci: kuratorium, dyrektor. I to oni sa
rozdajacymi karty, wg mojej oceny czesto pod wplywem tendencji
spoleczno-politycznych, naciskow co glupszych rodzicow itd.
A jak bedziesz sie wychylal, to tez sa sposoby, by takiego "do przodu" ostudzic :)

> Zapytam pół-żartem, pół-serio, co byś powiedział, gdyby np. policjant Cię
> "pstryknął w ucho" dlatego, że np. zaparkowałeś w niewłaściwym miejscu albo
> konduktor w pociągu (proszę bez skojarzeń z posłem Bestrym), bo nie miałeś
> ważnego biletu? Spodobałoby Ci się to? Mnie nie i pewnie dałbym to wyraźnie do
> zrozumienia. :-))

Prosze nie porownuj sytuacji doroslego obywatela w pelni odpowiedzialnego za swe
czyny z rozbrykanym wyrostkiem. Odpowiem pol-zartem pol serio, co bys
powiedzial, gdyby 12 latka osadzono i wsadzono do paki na 25 lat? :)

> Proporcja była taka, że uczniowie bali się nauczycieli. Ale i tutaj były
> granice, bo nie oszukujmy się, sam słyszałem wielokrotnie o przypadkach napadów
> uczniów na nauczycieli. Oczywiście poza szkołą, bo uczeń bal się belfra tylko
na terenie szkoły. Nie gloryfikujmy więc dawniejszych czasów, bo wtedy też były
> patologie. Może tylko nie mówiło się o nich tyle, bo czasy były takie, że
> niewygodne fakty zamiatało się pod dywan. Pomagała w tym cenzura. I dlatego
moż e dziś mamy dużo lepszy obraz tamtych czasów. Niż on rzeczywiście był. :-))

Moze i tak jest. A moze po prostu teraz "odreagowujac" dawny system przegieto za
bardzo w druga strone. Slyszalem nawet teorie, ze do wladzy dorwaly sie nieuki i
teraz sie "odgryzaja" ;)))

> Zgadzam się w 100%. Ale należy dodać, że egzekwowanie tego rygoru może i powinno
> się odbywać bez użycia przemocy.

Moze kiedys ogladales cykl dokumentalny o Kawalerii Powietrznej. Bluzgi,
poniewieranie itd. Przyszedl pewien oficer do pracy po szkole w USA. Oburzony
popatrzyl na metody szkolenia i zaczal prace z nastawieniem: "jak tak mozna?,
tak sie nie godzi itd." Po 2 miesiacach stwierdzil (za przeproszeniem
wrazliwszych Czytelnikow-zwlaszcza tego z zagranicy) "panie poruczniku, qrwa
musialem ich zczochrać, bo to bydło ...itd". Oczywiscie w stosunku do szkoly to
inna skala. Ale jaki mamy system kar w szkole? Podejrzewam, ze za "przemoc"
uznanoby postawienie do kata. Bo jak? to godzi w godnosc....

> Myślę, że on używa słowa "represyjny" w nieco innym znaczeniu niż potoczne
jego rozumienie. Ale nie chcę rozwijać tego wątku, bo musiałbym sięgnąć po tekst
> źródłowy, a trudno się przez niego przekopać. :-))

I strach, bo on zasztyletowal wlasna zone podobno ;)

> Którą reformę masz na myśli i jaki konkretnie ciąg przyczynowo-skutkowy?

Reforme, czy tez reformy, a w zasadzie dzialania ostatnich kilku lat- powstanie
gimnazjow, biurokratyczny system awansu nauczycielskiego etc....

> Ale za tę relację odpowiadają przede wszystkim jej uczestnicy. Jaki wpływ ma
> reforma na to, jak się nauczyciele dogadują z rodzicami, rodzice z dziećmi, a
> dzieci z nauczycielami? Może jest jakiś związek, ale ja go nie widzę. :-))

Ma i to duzy. Jesli bedzie "na sztywno" ustalone, ze pierwszy podstawowy kontakt
przy wystapieniu problemow to rodzic idzie do wychowawcy, w sytuacji gdy sa
rozbieznosci - drektor i na koniec kuratorium to powstanie pewna procedura i
nawyk. W chwili obecnej, nazwijmy "troll" dzwoni anonimowo do kuratorium, robi
sie zamieszanie, "panika" i "bicie piany".

> Ja uważam, że trzeba pokolenia, a może nawet pokoleń, bo sytuacja w szkole jest
> tylko pochodną sytuacji w społeczeństwie, w rodzinach i pochodną ogólnych
> relacji międzyludzkich. Ktoś, kto próbuje zwalać winę tylko na szkołę i system
> oświaty jest w sytuacji człowieka, który wini głowę za to, że boli, a nie
> próbuje dociec, dlaczego boli i co zrobić, żeby znowu nie zabolała. :-))

Zgoda w 100% :))))




Temat: Zycie w Izraelu
werw napisała:

> Wydaje mi się że popełniasz typowy dla Izraelczyków
błąd: zbyt idealistycznie
> postrzegasz Palestyńczyków. Zwłaszcza zakładając, że
zachowują się oni w
> racjonalny, przewidywalny i zrozumiały sposób.
> Zobacz proszę w jaki sposób zachowują się arabowie w
Europie Zachodniej, gdzie:
>
> - nie ma Izraela,
> - pompuje się w nich kolosalne fundusze: integracyjne,
pomocowe, edukacyjne,
> itp.
> - gdzie mogą korzystać z wszelkich możliwości i
dobrodziejstw najwyżej
> rozwinietych państw świata i ich najbardziej rozdętych
systemów socjalnych.
>
> W efekcie otrzymujemy:
> - niebywały wzrost przestepczości i wszelkie możliwe
patologie
> - brak chęci integracji/asymilacji
> - terroryzm i radykalizm islamski
> - brak chęci do pracy: żyją albo z przestępczości albo
z zasiłków, za to mają
> coraz to nowe wymagania i żadania
> - zamykanie się w gettach, pogarda dla naszej kultury
(bardzo wielu nie zna
> nawet języka kraju w którym mieszka i nie ma zamiaru
poznać, mimo bezpłatnych i
>
> teoretycznie obowiązkowych kursów; w tym: rytualne
gwałty na białych kobietach)
> - te listę można jeszcze ciągnąć bardzo długo.
>
> a.d. sytuacji w Izraelu: spójrz na symbolikę ich
organizacji; nie wolno
> zapominać o rzeczywistych ich celach
>
> <a
href="http://www.israelinsider.com/views/authors/jacoby.htm"target="_blank">
> www.israelinsider.com/views/authors/jacoby.htm</a>
> (wejdź w linki na tej stronie)
>
> Z chęcia podyskutuje nt. arabskiej mentalności
>
> Pzdr (jestem on)

Dopiero dzisiaj weszlam w ten link....wlasnie od 2,5
godzin slucham wiadomosci bez przerwy, tymczasem 17
zabitych, ponad 40 rannych.... tymczasem, bo wsrod tych
rannych jest kilku w beznadziejnym stanie.... wiekszosc
ofiar, to obcy robotnicy. mam wrazenie, ze terrorysci
wlasnie ich chcieli zabic tym razem, jako ze niby
"ukradli" im miejsca pracy....
to co isza w tym linku, to jest w Izraelu znane od lat.
moge Ci uczciwie powiedziec, ze juz jestem troche
zmeczona tym watkiem na forum i innymi, temu podobnymi.
10 dni temu widzialam, co tu pisza, nie tylko duzo rzeczy
nieprawdziwych i wzietych prosto z antyisraelskiej
propagandy arab skiej, ale do ego napisanych takim
strasznym wulgarnym jezykiem z tak okropna nienawiscia,
ze pomyslalam, trzeba cos zrobic. staralam sie teraz
przez kilka dni, na koszt ksiazki, muzyki i przede
wszystkim snu, wyjasnic, pokazac strone Izraela,
sprowokowac innych do myslenia, do uzywania jezyka ludzi
cywilizowanych na jakims tam srednim poziomie. Nic nie
pomaga. Uspokajaja se te obelkig na 2-3 dni, ale zato z
podwojna sila wybuchaja znow. Szkoda mi czasu i energii,
ne jestem w stanie zmienic tego, zdaje sobie z tego
sprawe. Nie chce nikogo obrazac, ale wole przeczytac
ksiazke. Jutro bedziemy miec jeden atak wiecej w
konsekwencji czego odstawia tego morderce do granicy, nu,
i dopiero sie zacznie, jakie to parchate swinie jestescy
ze nie dajemny sie wybic przez Arafata. Ale czy pisze
duza litea czy mala jego nazwisko: to bydle pozostaje
tym, kim zawsze byl: najzwyklejszym morderca, ktory
zabija dzieci i starcow. dobranoc



Temat: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach

Dyskusja na temat wieletatowości nie powinna być oderwana od kontekstu tj. od
kuriozalnego systemu nauki i edukacji panującego w Polsce.Wieloetatowość, jak i
bezetatowość nauczycieli akademickich jest złem. Ale o bezetatowości się nie
mówi, chociaż to poważny problem obniżający poziom nauki i edykacji w Polsce.
W niemal powszechnej u nas opinii ten kto nie ma pracy jest kiepski a lepszy
jest ten kto pracuje na etacie a najlepiej jednocześnie na wielu etatach. Ci
najlepsi wystarczy, że figuruja w spisach uczelni, nie muszą zbyt często tam
bywać. Najlepsi są politycy, którzy mimo obowiązków państwowych, sejmowych itp.
mają możliwość zatrudniania się na uczelniach, nieraz kilku, i podnosić prestiż
i jakość tych uczelni. Jak wszyscy widzą nie traci na tym ani państwo, ani
uczelnie. Uczelnie są oceniane przez Panstwową Komisję Akredytacyjną a ilość
profesorów na uczelni daje wiele potrzebnych punktów do akredytacji. Co ci
profesorowie sobą reprezentują, czy w ogóle się prezentują, nie ma tu żadnego
znaczenia. Chodzi o punkty dla uczelni. Jeśli ich mało to uczelnia może
zniknąć. Uczelnia, żeby istnieć musi zatrudniać profesorów. Dobrze uczyć nie
musi. Tu kontrola nie działa. PKA nie ma swojej strony internetowej a raporty
pokontrolne nie są dostępne dla społeczeństwa. To standard w nauce i edukacji
polskiej jakże odmienny od standardów europejskich. Brak jawności kompromituje
konrole uczelni. Odnosi się przy tym wrażenie, ze PKA utrwala obecną patologię
uczelni.
Mniemanie, że jakość nauczania, a także badań, zależy od ilości profesorów nie
ma żadnych podstaw empirycznych. Kiepski poziom edukacji a także badań (jeśli w
ogóle są prowadzone) w wykonaniu wielu profesorów, nawet tych, którzy są
zatrudnieni na jednym etacie, jest częstym przypadkiem w polskich uczelniach.
Wystarczy poczytać trochę dyskusji w internecie aby się o tym przekonać.W
niemałym stopniu jest to rezultat usuwania z uczelni pracowników zbyt wysoko
cenionych przez studentów. Wysoki poziom ich wykladów czy seminariów
kontrastowal z bublem edukacyjnym serwowanym przez -pożal sie Boże -
profesorów.
W USA nie ma wieloetatowości, ale nie ma też profesorów belwederskich, czy
raczej 'białodomowych', bo nie ma tytulu profesora nadawanego przez prezydenta,
a na stanowiskach profesorów uczelnie zatrudniaja osoby posiadające duży
dorobek naukowy i cenione przez studentów. Do obsadzenia stanowiska potrzebny
jest konkurs na stanowisko, a nie na osobę, stąd i kandydatów wielu, a wygrywać
mogą rzeczywiście najlepsi. U nas dorobek nie ma decydujacego znaczenia, jest
na ogół niejawny, a o tym czy ktoś będzie czy nie będzie profesorem decyduje
ostatecznie prezydent panstwa. Do profesorów uczelnianych sami uczeni nie mają
zaufania. Wiadomo jak procesy awansów się odbywają. Wysoka opinia studentów to
nierzadko śmierć zawodowa dla nauczyciela akdemickiego.
Do niedawna uniwersytet w statucie UJ był definiowany jako korporacja
nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy. Nie wszyscy tej prawdy
szukali, wielu ją zamiatało pod dywan. Statut UJ został jednak ostatnio
zmieniony i tej definicji uniwersytetu już nie ma. UJ promieniuje na inne
uczelnie. Ostatnio slyszałem o zmianie statutu jednej placówki edukacyjnej w
Białymstoku, po to aby zatrudnić na stanowisku dyrektora osobę, która
posługiwała się wcześniej sfałszowanym dyplomem wyższej uczelni. Przykład idzie
z góry. Ryba psuje się od głowy.
Uniwersytet obecnie to korporacja kasujących kasę (nierzadko za bubel
edukacyjny) i kasujących dyplomy (nierzadko bez wartości).
Rektor Ziejka twierdzi [Profesor na kilku etatach ( Rzeczpospolita 11.07.03 Nr
160)] ' Naszą intencja było rozpoczęcie dyskusji na temat etyki pracownika
nauki'. Oczekiwać należy, że wreszcie rektor nie będzie uchylał się od tej
tematyki, naruszałoby to bowiem Akademicki Kodeks Wartości uchwalony przez
Senat UJ. Chciałbym się dowiedzieć jak w ramach przestrzegania etyki w nauce
widzi na swojej uczelni przedkładanie 'prawa' stanu wojennego nad konstytucję
(np. jeśli idzie o dostęp do informacji czy rozpowszechnianie nieprawdy w
wydawnictwach UJ -
Konstytucja Art. 51.
3. Kazdy ma prawo dostepu do dotyczacych go urzedowych dokumentów i zbiorów
danych
4. Kazdy ma prawo do zadania sprostowania oraz usuniecia informacji
nieprawdziwych, niepelnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawa).

Chętnie bym się też dowiedział dlaczego ci, którzy wykładaja w innych
uczelniach Krakowa są nieetyczni, a ci którzy na wykłady jeżdżą do Tarnowa czy
Kielc etyczni są. To wygląda na tworznie jakiegoś nowego systemu etycznego.
Nawet ci, którzy w Krakowie wykładają na UJ i jednoczesnie na Akademii
Pedagogicznej też mają być etyczni, bo UJ ma podpisać umowę z AP w tej sprawie.
Niedawno AP nadała Rektorowi F. Ziejce dr h.c. Ciekawe czy inne uczelnie, które
tego nie uczyniły na takie umowy mogą liczyć ?




Temat: Spotkanie PiS z mieszkańcami Targówka
Z Targówkiem jako dzielnicą nie mam nic wspólnego od kilku ładnych lat.
Zaglądam jednak czasami na to forum, ponieważ moja babcia po wysiedleniu z
Zacisza (budowa trasy radzymińskiej) została wepchana do bloku na Bródnie
(ładna mi rekompensata za dom z ogrodem). Jednak nie o tym chciałem napisać,
tylko o działalności partii mieniącej się skrótem PiS (czyli de facto: Populizm
i Socjalizm)w tej dzielnicy i w całej Warszawie.
Ja wiem, że w tej dzielnicy mieszka wiele dwot i wielu dewotów (moją babcię na
siłę chciano zapisać do Koła Miłośników Radia Ma(jącego)Ryja) w parafii przy
św. Wincentego (ale się nie dała). Ja wiem, że Gimnazjum nr 145 (dawniej 5)
przy Krasiczyńskiej rządzone jest z nadania PiS przez panią Nawrocką, która
przed laty zorganizowała niby-konkurs na patrona szkoły, z góry zakładając, że
będzie nim Jan Paweł II, chociaż młodzież wybrała inaczej. To wszystko prawda.
Tylko czemu PiS chce dyskutować akurat o patriotycznym wychowaniu? Slogany
brzmią pięknie, ale z nich nic nie wynika. Na podstawie mojej pracy w tej
placówce przed zaledwie kilku laty wyciągnąłem pewne wnioski: uciekać jak
najdalej się da. Nie tylko dlatego, że płacą grosze (można mieć laureatów
konkursów i nie dostanie się nagrody w przeciwieństwie do nic nie robiących
nauczycieli z PiS, którzy umieli się przypodobać dyrektorce i jej poplecznikom
z tej partii) ale i dlatego, że poziom indoktrynacji w tej szkole jest
zdumiewający. Moi drodzy: wszędzie wiszą portrety JPII, pamiętam jak papież
ogłosił dzień postu, a dyrektorka zabroniła przynoszenia do szkoły kanapek z
szynką i tego typu akcje. Ta szkoła dawno przestała być szkołą publiczną - jest
bardziej indoktrynująca niż szkoły wyznaniowe (wicedyrektorką jest katechetka,
a katechetą - radny PiS). Na domiar złego premiuje się przeciętność, bierność i
wierność ideologii. Codziennością były plakaty w latach 1999-2001 (nie wiem jak
teraz) plakaty: "Piątek dniem o chlebie i wodzie" (ktoś z uczniów dopisał
kreskę i wyszło "o chlebie i wódzie"). Nikt tymczasem nie zwraca uwagi na
patologię tamtejszego środowiska. Ja wiem, że niewiele można oczekiwać od
potomków chłoporobotników pracujących w ramach awasu społecznego w takich
placówkach uspołecznionych jak FSO, PGR Bródno, czy PGR Lewandów. Jednak trzeba
być totalnym ignorantem, żeby krzewić "szczytne" ideologie wśród tych ludzi i
ich dzieci. Owszem, z 9-ciu klas na danym poziomie dwie składały się z
normalnych uczniów: inteligentnych, wrażliwych, zdolnych, którzy po skończeniu
gimnazjum poszli do dobrych liceów, a potem na studia. Ale jest to ułamek.
Reszta to byli uczniowie, którzy nie bardzo wiedzieli po co w ogóle do szkoły
przychodzą. Z litości nie będę się rozpisywać nad 16-latkami, którzy nie umieli
czytać po polsku (ja miałem ich nauczyć języka obcego) oraz pretensji dyrekcji,
że mają słabe oceny... No cóż z perspektywy czasu patrząc mogę śmiało
powiedzieć: dzięki schlebianiu ciemnocie PiS ma teraz w dzielnicy Targówek
jakieś tam poparcie. Tylko niech na zbyt wiele nie liczy: niewielu zdolnych,
prężnych, młodych ludzi, których miałem przyjemność uczyć dzwoni teraz do mnie
z udziału w demonstracjach antyrządowych. Ich marzeniem jest zmiana dzielnicy,
w której są wyalienowani i niezrozumiani, bo myślą, bo są krytyczni wobec
zastanej rzeczywistości, bo mają aspiracje. Na to wszystko zapracował m.in.
PiS. Trzeba mieć odwagę i czelność, by zabiegać o dalszy mandat zaufania w tym
miejscu.




Temat: Dlaczego globalizacja jest zła?
4. JAKIE SĄ PRZYCZYNY PROTESTÓW W SEATTLE, PRADZE, NICEI, GOTHENBURGU CZY
GENUI?
Oczywistą konsekwencją nierównomiernej wymiany kapitałowo-handlowej jest
skazanie gospodarek bardziej ubogich na zaciąganie pożyczek w międzynarodowych
instytucjach finansowych - Międzynarodowym Funduszu Walutowym bądź banku
Światowym. Instytucje te zdominowane są przez zachodnie mocarstwa, a
jednocześnie są niejako instrumentami międzynarodowych korporacji dla wdrażania
odpowiednich "reform" na rynkach: pracy, zbytu, towarów, finansów i wszystkiego
co z gospodarką związane. To prowadzi do ekonomicznego zniewolenia
ekonomicznego państw zmuszonych takie pożyczki zaciągać. Państwa te bowiem z
powodu swoich długów są zmuszone wypełniać polecenia MFW czy tez BŚ albo
Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO), które wcale nie niosą zarzewia
powszechnej szczęśliwości i społecznej sprawiedliwości, a tylko i wyłącznie
podporządkowanie budżetów wielkiemu światowemu biznesowi. Wszystkie wspomniane
instytucje są finansowane zarówno przez multikorporacje jak i przez mocarstwa
zachodnie. Gdyż stanowią doskonały instrument - pośredniej acz silonej i
stabilnej - kontroli polityki ekonomicznej państw. Z kolei kondycja ekonomiczna
danego państwa to czynnik od którego zależy standard życia obywateli i w ogóle
wszystko w sferze społecznej i gospodarczej.
Absolutnym absurdem - na tym etapie rozwoju - kapitalizmu byłaby próba (nawet
gdyby ktoś na nią pozwolił co jest również mrzonką) - zreformowania czy też
jakiegokolwiek przekształcania tych instytucji. Poza tym z momentem kiedy
przestaną być one użyteczne wielkiemu biznesowi czy też korporacjom zostaną
natychmiast wykształcone nowe. MFW, BŚ, WTO i wszystko co temu pokrewne musi
przestać istnieć, a kontrola nad światowymi zasobami kapitału i środkami
produkcji musi zostać zdemokratyzowana, uspołeczniona i jawna! Tego właśnie
domagają się związkowcy i studenci protestujący najpierw w Seattle później w
Pradze, Nicei, Gothenburgu, Salzburgu czy ostatnio w Genui, niedługo w
Waszyngtonie. Poza tym często chodzi tu o codzienne przetrwanie. Powiększanie
kieszeni kapitalistów łączy się nieodzownie z atakiem na powszechność i
bezpłatność edukacji sytemu ubezpieczeń, służby zdrowia. Powoduje również
obniżanie poziomu emerytur i płac, cięcia w wydatkach socjalnych, stopniową
likwidacją praw pracowniczych, prywatyzację publicznych przedsiębiorstw i
wszelka patologię z tego wynikającą. Nie wolno nam na to się zgadzać i
pozostawać biernym obserwatorem! Z tego właśnie słusznego założenia wyszło 300
000 pracowników i studentów którzy zjechali ostatnio do Genui.

5. CZY ISTNIEJE JAKAKOLWIEK ALTERNATYWA?
Tak! Alternatywa zawsze istnieje. Ani globalizacja ani kapitalizm nie są końcem
rozwoju, ani końcem historii świata i ludzkości. Rozwiązaniem jest
natychmiastowe wprowadzenie radykalnych demokratycznych mechanizmów, na których
będzie opierała się światowa produkcja, dystrybucja oraz redystrybucja dóbr
oraz kapitału. Konieczne jest odwrócenie stosunków własności kapitału
finansowego, zasobów ziemnych (tym samym surowców), wielkich przedsiębiorstw
oraz wszystkiego co generuje duży zysk - czyli tzw. Środki produkcji.
Do tego potrzebne jest jednak rozszerzenie protestów antyglobalizacyjnych na
skalę absolutnie międzynarodową i permanentną, aż do osiągnięcia celu.
Radykalna zmiana bowiem może być tylko zrealizowana przez międzynarodowy i
powszechny ruch oporu, którego trzonem będzie najliczniejsza, najsilniejsza,
najważniejsza i o największym potencjale pod każdym względem sekcja
społeczeństwa. W terminologii lewicowej określa się ją jako Klasę Pracowniczą.



Temat: Częstochowa Umiera !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Cd. Częstochowa Umiera !!!!!!! czytaj !
Miasto – widzę je młode i prężne!

Czy możemy sobie wyobrazić Częstochowę za 20 lat w sytuacji, kiedy nic się nie
zmieni? Tak. Życie napisze zapewne własny scenariusz, ale możemy przewidzieć
część tych rozdziałów, których korzenie sięgają czasów nam współczesnych.
Większość młodych i zdolnych ludzi ucieknie. Szukając wykształcenia, pracy
zamieszkają w Warszawie, Katowicach, Krakowie i innych miastach, gdzie będą
przyjmowani i zbudują swoje szczęście, kładąc cegiełki pod rozwój swych
nowych „Małych Ojczyzn”. Czy Nas na to stać? W mieście, które się starzeje, za
20 lat zostanie społeczeństwo zmęczonych ludzi. Oni chcą odpoczynku. Umrze
szkolnictwo w każdym zakresie wiekowym. Straci handel i usługi. Skurczy się
rynek wewnętrzny. Staniemy się typowym miastem pątniczym wielkości około 150 -
180 tysięcy mieszkańców. Brak inwestycji, odpływ kapitału. Szkoły wyższe będą
istniały, ale staną się skansenami technologicznymi i naukowymi, służącymi
tylko do utrzymania status quo 6 – 7 rodzin częstochowskich, którzy umieścili
tu swych członków rozgałęzionych krewnych, strzegąc interesów swych Nepotów.
Będziemy kuriozum akademickim, czymś w rodzaju umysłowego łagru. Owym miejscem
gdzie wracamy na święta do rodziców i szybko stąd wyjeżdżamy. Uciekając do
miejsc mniej miłych sercu ... lecz bardziej pociągających.
Nasze miasto ma wielkie szczęście i nieszczęście zarazem. Mamy mnóstwo ziemi
niemalże w okolicy centrum miasta, które są użytkami rolnymi. Nie jest ważne
czy własności komunalnej czy prywatnej. Wystarczy je tylko przekwalifikować na
działki budowlane decyzją administracyjną. Tylko, albo aż przekształcić. I co –
nic plan zagospodarowania nie zapewnia wolnego obrotu ziemią. Ci, którzy
decyzją administracyjna będą ziemie przekształcać mogą na tym nieźle zarobić.
Więc wolą indywidualne przekształcenia. A to kosztuje – zazwyczaj cześć
działki, co jest tajemnicą poliszynela.
Warto może dokonać katastru majątkowego obywateli, jeśli właściciel wyrazi taką
wolę, przekwalifikowania ziemi rolnej na działki budowlane, aby wzmocnić popyt
na taką ziemię, oraz oszacować majątek komunalny. Zlikwidujmy pule prezydenckie
mieszkań, dla „współpracowników władz miasta”, które można wykupić za 10 %
wartości po ukończeniu kadencji. Oddajmy je pracownikom naukowym przyszłego
uniwersytetu, którzy chcieliby się tu osiedlić wzmacniając miejscową kadrę.
Dokonajmy uwłaszczenia mieszkań komunalnych, niech ich obecni użytkownicy staną
się ich właścicielami za bardzo niewielkie pieniądze. Oni muszą poczuć się
właścicielami swych domów. Czy to jest trudne??? Nie, ale już nie będzie można
na tym zarobić .... ! Stąd trudność największa.
Czas chyba na konkluzję. Będzie ona skierowana do każdego, który w Częstochowie
widzi swoje życie rodzinne i zawodowe, chce tu spędzić resztę życia bez
szukania nowego miejsca, nowej życiowej przystani. Chciałbym, abyśmy potrafili
stworzyć właściwy samorząd i społeczeństwo obywatelskie, które jest wymagające
dla tych, którym daliśmy mandat naszego reprezentowania. I wszystko wskazuję,
że tymi adresatami są „moi uczniowie”, nie tylko Ci z mojego wspaniałego liceum
Traugutta, ale także Ci wszyscy 17 – 19 letni młodzi częstochowianie, na
których można budować Nową Częstochowę. Miasto wielkich możliwości,
nowoczesnych wylęgarni biznesu i technologii, środowiska kulturalnego oraz
atmosfery, która przyciąga innych. Mam nadzieję, że pokonamy wszelkie patologie
trawiące naszą lokalną społeczność. Razem młodzi przyjaciele. Pokażcie ...
SIEBIE!

proczestochowa@op.pl




Temat: TERROR PSYCHICZNY - MOBBING BULLYING
TERROR PSYCHICZNY - MOBBING BULLYING
Mobbing ( bullying) to dlugotrwaly terror psychiczny stosowany w pracy na
ogól wobec jednostki. Mobberem jest na ogól przelozony stosujacy szykany
wobec niewygodnego dla niego pracownika. Równiez grupa pracowników moze
dreczyc na ogól jednego, czasem dwóch-trzech pracowników, którzy pelnia role
kozla ofiarnego. W szkole mobberem moze byc nauczyciel w stosunku do jednego
czy kilku uczniów, ale tez uczniowie moga dreczyc nauczyciela. Najczesciej
grupa uczniow dreczy jednego z 'nietypowych' kolegów/kolezanek.
Mozliwosc obrony przed mobbingiem w Polsce jest jedynie iluzoryczna ze
wzgledu na przyzwolenie spoleczne dla mobbingu i brak prawa antymobbingowego.
Obowiazujace przepisy prawne a glównie ich niekorzystna dla poszkodowanych
interpretacja stosowana przez sady stawiaja poszkodowanego czesto w sytuacji
tragicznej. Pewna pomoc dla poszkodowanych moga stanowic stowarzyszenia
antymobbingowe. Najwazniejsze aby nie byc samemu.
Mobbing na uczelniach ma szczególnie korzystne warunki rozwoju ze wzgledu na
feudalna strukture nauki polskiej zagwarantowana prawem, no i aprobate tej
struktury przez demokratyczna wiekszosc. Powszechny konformizm spolecznosci
akademickiej i brak rzecznika akademickiego dla rozwiazywania problemów w
obrebie korporacji uczelnianej sprzyja mobbingowi. Ktos kto nie pasuje do
ukladów, kto chce zachowac niezaleznosc myslenia i dzialania, kto ujawnia
patologie, uczelniane przekrety, ten jest mobbingowany. Poziom merytoryczny
nie ma znaczenia. Im wyzej ceniony pracownik, tym dla niego gorzej, zagraza
innym, a jak sie go pozbeda to miejsce sie zwalnia dla miernot, czy
konformistów. Mobbing jest jednym z najwazniejszych przyczyn kiepskiej
kondycji nauki i edukacji w Polsce i ucieczki mlodych z instytucji naukowych.
Mobbing na uczelniach i w instytucjach naukowych jest jednak bardzo slabo
poznany. Niewiele o nim mozna znalezc w mediach. Niekiedy mozna przeczytac w
internecie. Przypadki mobbingu sa tuszowane przez wladze uczelni a same
uczelnie, szczególnie te najwazniejsze, przedstawiane sa jako 'Wszechnice
Cnót Wszelakich'. Prawda o uczelniach jest inna. Obraz prezentowany w mediach
to falszywy obraz rzeczywistosci. To na ogól obraz tworzony przez
trzymajacych wladze i trzymajacych z mobberami. Obraz uczelni w oczach osób
mobbingowanych jest niemal nieznany. Uczelnie sa w mediach niekiedy
wspóludzialowcami, czesto media sa patronami obchodów, uroczystosci
uczelnianych a dziennikarze-absolwenci uczelni tworza stowarzyszenia aby
przedstawiac ich uczelnie jedynie w korzystnym swietle.
Jesli o mobbingu na uczelni nic nie slychac to nie znaczy, ze go nie ma. To
znaczy, ze jest zamiatany pod dywan. Jesli dywan jest gruby i dobrze pod
niego zamieciono to NIC NIE SLYCHAC!
Bede wdzieczny za informacje o konkretnych przypadkach mobbingu na uczelniach
czy w instytucjach naukowych.
Kontakt: jwieczorek@ans.pl





Strona 3 z 4 • Znaleźliśmy 139 postów • 1, 2, 3, 4